|
piątek, 18 maja 2012
Zasapałam się...
Zawiozłam dzieci do szkoły / przedszkola, kupiłam świeże warzywa i owoce na weekend, wyprałam 6 przepoconych moich pidżam, zmieniłam pościel...i muszę odpocząć, bo się zasapałam. Udało mi się wbić do suszarni, bo pogoda dzisiaj taka sobie, chociaż miało świecić słońce. Chłopcy się wybrali w sandałach, a tu się na deszcz zanosi... Miałżon wczoraj strzelił focha, bo zamiast Mu pięknie podziękować za to, że zabrał dzieci na cały dzień, to jęknęłam, że za późno wrócili i Jasiek nie zdążył odrobić lekcji... Jutro ma być za to pięknie i zaplanowany został spacer wokół Schliersee, rodelbahn i inne atrakcje. Pytanie tylko czy dam radę. Osłabiło mnie to leżenie plackiem. No nic, zobaczymy. Tym bardziej, że dzisiaj w południe Diablo III pocztą przyjdzie, a to znaczy, że Księciunio wsiąknąć może na 48 godzin. Słonecznego weekendu Wam życzę
czwartek, 17 maja 2012
Zalegam...
...nadal. Zatoki dają czadu, nawet nie myślę o tym, żeby się pochylić, bo mogłabym się już więcej nie podnieść z bólu. Leżę więc z lapem na kolanach, oglądam stare odcinki "The Closer" i podczytuję jednym okiem jakiegoś strasznego dosyć thrillera. Chłopaki zmyli się do miasta robić zdjęcia surferom na Isarze, zjedzą na mieście a ja muszę sama o siebie zadbać... Dylemat matki... pomidorówka z torebki czy odkute pierogi...
środa, 16 maja 2012
Z pozycji horyzontalnej...
...donoszę, że jeszcze żyję, ale zalegam. W zeszłym tygodniu chora byłam - na katar!!! I możecie powiedzieć, phi co to za choroba. To tylko katar...Niestety nie u mnie. Zaczyna się niewinnie, a potem powala z nóg...i już myślałam, że się jakoś wykaraskałam, ale wczoraj zatoki mnie walnęły i poległam... Aspiryna na noc... i wypłynęłam z łóżka. A rano jak zwykle 6.20... Miałżon obiecał dzieci odebrać, ale zaprowadzić nie dał rady, jeden kolega chory do końca tygodnia, dwóch innych struło się w poniedziałek rybą na obiedzie, szef wychodzi o drugiej do domu, bo mu żona na zapalenie spojówek zaniemogła, do tego stopnia, że jej oczy krwawią...na dodatek wszystko się wali i trzeba ratować co się da... Zawiozłam więc dzieciory do szkoły / przedszkola, zrobiłam zakupy i już już miałam wskoczyć do pościeli, ale telefon ze szkoły udaremnił wszelkie plany nikczemne...Jasiek chory... Więc zaś trzeba było silnik ciepły jeszcze zapuścić i odebrać niebożątko ze szkoły... Teraz zalegamy...jutro święto, więc luz. Pogoda dupna, nie zachęca do wychodzenia... Zasmarkane pozdrowienia dla wszystkich, którzy jeszcze we mnie nie zwątpili...
piątek, 06 kwietnia 2012
Mózg...
Julian wysiadając z samochodu wypadł na tyłek i stęka, że Go boli. Na to Jan: "Dobrze, że na tyłek spadłeś a nie na mózg!!!" Laski!!!!
Jasiek siedzi z iPadem i szuka filmików "Tomek i przyjaciele" na YouTube, za chwilę przybiega chichocząc i woła: "Laski, laski!!!". Patrzę, a tam pokaz slajdów z dziewczynami w bikini... iPad zarekwirowany. Nauczyło się dziecko pisać i zaczyna świrować... a tatuś musi założyć blokadę na internet...
wtorek, 20 marca 2012
Urodziny...
...Jaśka w końcu minęły i dopiero za rok wrócą. Matka dała się wrobić i musiała cztery (!) razy je odbębniać. Duży tort na rodzinne świętowanie, muffiny do szkoły,
ciasto do Hortu
i torcik na imprezę z dziećmi. Fajnie było, ale dobrze, że już po. W sobotę po imprezie dla dzieci już o 20.00 padłam jak kawka. Zabawa była przednia, było
szukanie skarbów w lesie,
zjeżdżanie na linie, obiad, tort, wywleczenie wszystkich dostępnych Playmobilów, dalsza zabawa na placu zabaw i odwożenie dżipem gości do domów. Od 11.00 do 19.00...
piątek, 16 marca 2012
Ugotowany...
Wczoraj o 14.12 telefon z przedszkola. Julian zle sie czuje, zasnal na dworze, prosze przyjechac i go odebrac. Pojechalam wiec z sercem na ramieniu. Julcia zastalam w sali, lezal na materacyku, pod kocykiem i "czytal" ksiazeczke. Panie zmartwione... W ogrodzie pelne slonce, 23stopnie a dzieci wszystkie w gumowych przeciwdeszczowych spodniach, kurtkach, czapkach i kaloszach!!! Za to panie przedszkolanki w samych koszulkach korzystaly z pieknej pogody... Wiecie dlaczego tak sie stalo? Bo jakies matki zarzadzily, ze dzieci maja wracac czyste do domu, wiec panie musza (!) zakladac im gumowe spodnie. Panie wiec tasmowo zakladaja wszystkim dzieciom " ubranie ochronne ". Od razu zabralam caly komplet przeciwdeszczowy do domu i przyniose go do przedszkola dopiero jak bedzie padac. Juliczek przezyl, ale meczyl sie z bolem glowy...
czwartek, 01 marca 2012
Budzik
Julian jest chory. Wczoraj wrocil z Ksieciem z Gdanska... I z zapaleniem oskrzeli. Po raz pierwszy w zyciu jest taki chory... biedaczek. Przy czym choroba nie powstrzymala go od dyskusji o sensie drzemki. Nic to, polozylam go spac i poltorej godziny pozniej probowalam obudzic. Zadnej reakcji na glaskanie i caluski w karczek... Ale i matce zdarzaja sie przeblyski geniuszu...zawolala wiec:
"Juliszku, jabluszko pokrojone czeka w miseczce!"
Reakcja byla natychmiastowa. Po sekundzie dziecko stalo gotowe do akcji...
sobota, 25 lutego 2012
Ki diabeł...?
W ciąży nie jestem, więc nie może to być wicie gniazda. Porządków wiosennych nigdy nie uprawiałam. I w ogóle żaden ze mnie "Putzteufel"... ...to dlaczego - do jasnej cholery - od tygodnia pucuję każdy zakamarek w mieszkaniu jakby nie wiadomo co się miało wydarzyć?!!!!
wtorek, 21 lutego 2012
Snickers czy jabłko...?
Wczoraj po obiedzie każdy dostał na deser mini-Snickersa. Julcik obejrzał to cudo dokładnie, po czym odłożył i powiedział, że tego nie lubi. Mamunia na to, że jak to, przecież tam jest czekolada, orzeszki, karmel (bo mamunia, to by Snickersa mogła zawsze wciągnąć!)... Ale dziecko moje mądre jest i stwierdziło, że to nie jest dla Niego dobre. Mamunia, nie odpuszczając: - "To co jest dla Ciebie dobre?!" Na co Julcik: - "JABLKO jest dla mnie dobre!!!" |
Archiwum
Zakładki:
To lubię
Z przymrużeniem oka
Zaglądam
|